Jako że zostałam laureatem konkursu
American Quarter Horse Photo Shots wybrałam się do Starych Żukowic, aby spędzić tam weekend. Termin jaki wybrałam nie był przypadkowy, gdyż chciałam koniecznie podpatrzeć naszych Juniorów, jak szkolą się pod okiem Pani trener Birgit Bayer, no i oczywiście zrobić im zdjęcia. I udało się, dzięki uprzejmości Kasi Roleskiej mogłam przyjechać w tym samym czasie.
Zaraz po przyjeździe w piątek, pobiegłam szybko na halę zobaczyć co już tam dzieje się. Właśnie trwał pierwszy z pięciu treningów, jakie się odbyły się w ciągu całych trzech dni. Z dziesięciu Mistrzów PLWiR przyjechało niestety tylko sześć osób i do tego w mocnej żeńskiej obsadzie. Trochę szkoda, ale i tak człowiek się cieszy widząc z jakim zapałem trenuje to młode pokolenie. Z pewnością zawodnicy Ci podniosą poprzeczkę swoim kolegom w przyszłym sezonie.
W międzyczasie kiedy trwały na hali treningi, do RR zaczęli zjeżdżać się goście jak i tubylcy, gdyż następnego dnia zaplanowany był Hubertus - kolejna z atrakcji, jaka miała urozmaicić pobyt w Żukowicach i która przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Ale to już inna historia.
Wracając jednak do naszych juniorów. Pierwszy dzień treningów w grupkach minął pracowicie, pani trener zapoznała się z umiejętnościami swoich kursantów i zdiagnozowała problemy nad którymi będzie pracować podczas dalszych treningów. Ze względu że Birgit Bayer jest również sędziną, udzieliła naszym zawodniczkom szeregu rad dotyczących odbioru ich przez sędziów i na co mają zwracać szczególną uwagę: dobra prezentacja, dosiad, schludny strój, też są istotnym elementem Western Ridingu.
Kolejnego dnia, w przedpołudniowej części, odbyły się w treningi indywidualne, gdzie każdy z kursantów mógł szlifować pod okiem trenerki te elementy, które były najistotniejsze dla danej pary . W części popołudniowej odbył się natomiast wspólny trening pleasurowy i po raz kolejny padły cenne rady pani trener, dotyczące tej konkurencji. „Nie chodzi tylko o to, żeby zwolnić konia, ale o to żeby pokazać jego piękny ruch, który przede wszystkim jest rytmiczny w odpowiednim takcie, w zależności od tempa w jakim koń się porusza”. Poza tym objaśniła, jak sędziowie odbierają zawodników w trakcie przejazdów pleasurowych, jak się zachować podczas startu i na co zwracać uwagę. Podała również kila tajnych informacji, co zrobić żeby wypaść lepiej niż konkurencja.
Zadowolone oblicza naszych młodych zawodniczek przy kolacji świadczyły, że kolejny dzień nauki nie poszedł w las, a nowe przyjaźnie zawiązane zwłaszcza pomiędzy najmłodszymi uczestniczkami kursu świadczą tylko o tym, że sport to nie tylko brutalna rywalizacja.
Ostatniego dnia treningi odbywały się w parach. Jako że było już to ostatnie spotkanie z panią trener, pracowano nad elementami, które były najbardziej problematyczne wciągu całego kursu. Po ostatnim wspólnym posiłku powoli wszyscy zaczęli się pakować i szykować do powrotu do domów.
Dzięki uprzejmości i gościnie Kasi Roleskiej cały kurs odbył się w Roleski Ranch, a każdy uczestnik jak i jego koń mieli zapewnione doskonałe warunki. Niesamowitą wytrwałością w przekazywaniu wiedzy naszym adeptkom wykazała się Ania Korfel, która była tłumaczem. Nad całością jako opiekun grupy czuwała natomiast Arletta Waleszczak, która monitorowała, żeby wszystko było zgodnie z planem i na czas.
I tak po pięknie spędzonych trzech dniach trzeba było wracać do domu, ale mam nadzieję, że to z jaką pasją do jazdy podchodzą młodzi daje spore szanse na to, że western ridingu ma naprawdę ogromny potencjał na rozwój w naszym kraju i nie mamy się czego wstydzić. A jako że pojechałam oczywiście z aparatem, zapraszam do
obejrzenia zdjęć z kursu.
Tekst i foto: Katarzyna Gmerek